czwartek, 25 grudnia 2008
maile i inne pisaniny..
o tych co powinnam otrzymywać i wysyłać.
ale nie chcę już ich mieć.
nie chcę chcąc.
uśmiecham się do smsów.
cieszę się. nieciesząc wciąż..
matnia.
do wyjścia.
może.
musi.
głód pisania.
niemożność.
prosto po kole.
myślenie jednak boli..
..
niedziela, 7 grudnia 2008
poniedziałek, 1 grudnia 2008
piątek, 21 listopada 2008
niedziela, 16 listopada 2008
pisać
poniedziałek, 10 listopada 2008
harem.
czyli będzie bałagan.
masakra.
a może nawet gorzej.
bo aż cztery podpunkty!
katastrofa nastanie.
(i potem się załamię.) - mickiewiczujemy? nie!
towarzyskość niewymuszona.
z innych kwestii pewna Panna się odgryza.
bom przypadkiem niemiła byłam.
kochajmy bezpośredniość!
dzięki za słowa otuchy!
ale i tak się zabiję przez podpunkt pierwszy!
albo ten podpunkt mnie zabije.
ciekawe życie Panny MK się zaczyna.
Wybrnę!
rozmowy..
to tylko rozmowy.
podobno: nikt mnie za romantyzm nie potępi.
ale i tak w pewnym senise jesteśmy w tej samej łódce.
czy to "życie t-e-u" zaczyna się układać?.. chyba nie.
decyzja i kontrola.
czy one zależą od siebie?
wyjątkowa i oryginalna z natury?
wyjątkowe i piękne..
bo straszne to w innych przypadkach.
prawdopodobieństwo w miarę duże..
ale pokazanie zamiarów już znikome - tak sądzę.
ja jedynie, ale czy oni jedynie też?.. - nie sądzi.
zachowanie kontroli.
czyli zostanę konrolerem mego życia.
ps.w końcu spotkania także z dziewczętami.
jednak tego brakowało..
chyba już czas upublicznić by-marcel'a.
albo go usunąć.
daję sobie czas do grudnia na decyzję.
niedziela, 26 października 2008
dygotanie.
dygoczę.
nie ma jak długi spacer wieczorem.
dziękuję F.
spowiedź.
ciekawe czy już jestem w Twoich oczach.. no właśnie kim?
chyba Nim, tak tym co to wiesz, podłożem dziwnych myśli.
postanowienia do dotrzymania.
no bo wiesz inaczej klapa.
chłopcze dzięki za cierpliwość.
i jeszcze raz przepraszam.
no bo wiesz postawienie ciepłej czekolady to chyba jednak za mało.
tak się zastanawiam co ja mam takiego w sobie, że zawsze hurtem.
i że zawsze nie na czas.
przynajmniej Ciebie mam za co przepraszać konkretnego.
nieprawda: zakoCHUJE. bo to. wiadomo. nie mój stan.
sobota, 25 października 2008
banda sympatycznych idiotów
dzień pod znakiem pewnych chłopców.
co sobie pomyślę, to się śmieję.
cóż za teksty.. ;)
bo wiecie Kokot na rowerze! (kończyć nie będę.)
głupawka całodniowa w mym wydaniu.
dziwne myśli.
ochota na herbatę.
zakoCHUJE.
słucham muzyki od sasa do lasa.
ubieram się czasami masakrycznie śmiesznie. (to był cytat.)
i chodzę we mgle na wykłady.
tyle prawdy.
co do nieprawdy:
zakoCHUJE!
(bo błędy gramatyczne czasami są ważne, ukłon ze strony Panny MK w stronę Pana MT.)
ps. oj Panowie i jak was nie lubić za ten dziwny początek dnia?..
no jak?
--------
idiotoodporna?
wtorek, 21 października 2008
cholerica.
bierze mnie cholera powolna i ogarnia paranoja.
denerwuje to, że nauka musi stać się dla mnie hobby/przyjemnością/itp.
czemu musi?
bo na nic innego nie mam czasu.
albo ledwie co.
nie wyrabiam. ogólnie.
od tygodnia marzy mi się basen, ale totalnie nie chce mi się zwlec z łóżka, z "przed komputera" czy biurka.
dziwne to funkcjonowanie na świecie ostatnio.
jakoś ostatnio jakieś głębsze przemyślenia niż to wyżej
się mnie nie trzymają.
choć. trzymają, ale nie takie co by się nimi dzielić.
niedziela, 5 października 2008
szalone myśli.
Mam ochotę bawić się kalkulatorem.
Patrzeć jak zmieniają się cyfry.
Nie myśleć.
Wklepywać bez celu.
Kochać się w liczbach i niczym innym.
Mieć wrażenie kontroli i jej braku nad wynikiem.
Ochotę tworzenia niepokojącej ilości zer i ich kombinacji z dwójką.
O tak.
Wszystko bym powiedziała tylko dzięki tym cyfrom.
Jedynka?
Pominęłabym.
Nowy system dwójkowy!
Siła tworzenia nowej rzeczywistości na ekranie kalkulatora.
Na to mam chęć tej nocy.
Nie myśleć o wyniku, lecz go tworzyć.
piątek, 3 października 2008
wtorek, 20 maja 2008
dylematy odwołującego się.
piszę pracę semestralną na wok.
ogólnie to zmieniłam obraz, który opisuję.
padło na dzieło Anto(o)n'a (Anthony'ego) van Dyck'a.
żył on w latach 1599-1641.
w książce (a dokładnie tomiszczu) o sztuce jest napisane, że jego mecenasem był Wilhelm Orański. i tu w nawiasie następuje odwołanie do strony 215 takowej książki.
patrzę.
dowiaduję się, że:
"Wilhelm III Orański żył w latach 1650-1702."
i co ja mam niby o tym myśleć?
może pomylili cyferkę przy imieniu.
sprawdzam w Wikipedii.
Wilhelm I Orański żył w latach 1533-1584. też się nie zgadza.
szukam dalej.
Wilhelm II Orański żył w latach 1626-1650.
niby się zgadza, a jednak nie...
gdyż van Dyck najpierw mieszkał w Niderlandach (jest uważany za flamanda), a potem przeniósł się na dwór angielski, aby malować na dworze Karola I Stuarta i jego żony Henrietty Marii Burbon.
a Wilhelm II Orański poślubił w 1641r. ich córkę Marię Henriettę Stuart.
i po co komu na końcu pracy odwoływanie się do źrodeł, skoro zawierają one błędne informacje?
sobota, 10 maja 2008
nagość.
szukam pewnego obrazu.
i wziął wsiąkł.
a ogólnie ostatnio zastanawiałyśmy się z dziewczętami na głos:
jakby to było, gdyby ubranie było czymś dziwnym i nieużywanym.
czymś co byłoby uznawane za faux pas.
czy nie byłoby pięknie. a może jednak nie?
ogólnie w ramach zastanawiania się nad nagością i naturalnością:
nil admirari - zdjęcie
środa, 7 maja 2008
wtorek, 1 kwietnia 2008
mam się dobrze.

tak tylko chciałam powiedzieć, że żyję i mam się dobrze.
no i że tęsknię bardzo za Agatką i Niunią.
i takim czasem kiedy miałam dużo rzeczy w głębokim powarzaniu.
i za możliwością spontanicznego spaceru na Górkę Żołnierzyka, nawet jeśli miałby się skończyć tragicznie.
bez SZENSU!
i chcę wam jeszcze powiedzieć, że Pomarańczowy Kondom nie uczy biologii.
ah. i nie oglądajcie "Egzorcyzmow Anneliese Michel". Oluch już coś wie na ten temat.
no i jeszcze przepraszam, że moje wpisy tu trochę wam śmiecą.
posprzątam po sobie niedługo.
dopisane przed sekundą:
w sumie to bym chciała być Dorotą Masłowską.
strzelać swoje ulubione błedy gramatyczno-leksykalno-stylistyczne i dostać za to Nike.
fajnie, fajnie.
może to i ma jakieś drugie dno, na razie trudno się połapać o co chodzi.
wiem tylko, że rzuciła go przez koleżankę, a teraz ma skurcz w łydce.
życie...
sobota, 22 marca 2008
widać, słychać, że to tylko coś - nudzę się.
Nie umiem napisać pierwszego słowa: start, torebka, aluzyjny, yeti, igraszka, anonim, miło.byłoby.cię.zjeść! Trudno jest zaczynać, ale w życiu trudniej jest kończyć i odchodzić. Bo koniec i odchodzenie wiąże się dla mnie z przepełnieniem, z rezygnacją. Czuję się jak nabrzmiałe i ugięte pod ciężarem owoców - słów drzewo i niebardzo wiem jak się ich wyzbyć. Postanawiam odejść. Postanawiasz odejść. 'Pewnie nie masz do tego głowy'. Nie mam do tego głowy, trudno mi napisać pierwsze słowo, nie umiem napisać pierwszego słowa, boję się napisać pierwsze słowo, myślę zanim napiszę pierwsze słowo, czy pierwsze słowo jest właściwe, jaką falę innych wyrazów przyniesie pierwsze słowo, nie ma pierwszego słowa. Mam do tego głowę!
Człowiek nie jest przecież pustą skorupą dzięki Tobie. (Alkohol jest złudny, to jest ciężkie). Przecież nie jestem pustą skorupą ! Jestem pusta skorupą, byłam pustą skorupą, jestem teraz miękką, soczystą jak to słowo-owoc pomarańczą. Mam pomarańczową skórkę. Jestem pachnąca. Jestem pomarańczą. Jesteś pomarańczą dzięki Tobie.
Człowiek. Homo sapiens sapiens jest istotą natury zwierzęcej, istotą stadną żyjąca samotnie z własnego wyboru. Ma wolność wyboru. Ale to dalej jest samotność. Są różne rodzaje samotności, najgorsza jest ta z wyboru. Nabrzmiała gorzkimi zdarzeniami i nieco rozżalona, że mogła być parą, trójkątem, bi, wsyztsko jedno, mogła nie być samotna ta samotność. Dzielona z kimkolwiek.
Inny człowiek Ciebie wypełnia. Jesteś w innym człowieku, inny człowiek w Tobie. 'Hmm to chyba dobry objaw'. Nie jesteś już pustą skorupą. Człowiek rodzi się bezbronny. Wychowany przez rodziców, przez otoczenie. Uczy się jak chodzić, jak jeść, rozrabiać, obchodzić się z innymi, jak gromadzić dla siebie dobra i z czasem uczy się jak tymi dobrami dzielić się z innymi, choć czasem tak naprawdę nie ma na to ochoty, bo wolałby mieć więcej, ale rezygnuje, bo przecież żyje w stadzie. Smutne oczy kogoś bliskiego ranią nasze źrenice. Po drugiej stronie samotności nie ma zranionych źrenic, wogóle nie ma źrenic.
Inny człowiek Ciebie wypełnia. Jesteś w innym człowieku, inny człowiek w Tobie. 'Hmm to chyba dobry objaw'. Człowiek wychowany przez otoczenie jest i przez otoczenie bywa karcony, nagradzany, w otoczeniu wybiera siebie, i drugą skarconą skorupę. Skorupa staje się miekka, z czasem łaczy się z wieloma skorupami, czasem łączy się z jedną na dłużej, potem z inną też na dłużej. Długotrwałe kościozrosty.
Wzbogacają mnie inni ludzie. Nie jestem pustą skorupą. Czuje. Skorupa na początku jest szara i brzydka. Pęka i jest sucha. Hej ludzie pomalujcie moją skorupę! Jest pomalowana. W waszych rękach jest moja skorupa. Dzięki Wam uczę się tylu rzeczy, uczę się żyć ze swoją skorupką. Moja mała drobna, już miękka, przyjazna, swobodna, pomarańczowa, gładka skorupka! 'Excusez moi, je suis devenu pensive. Un peu pensive'.
Powiedzmy, że momentami lubię żyć stadnie, że jestem człowiekiem, człowiek jest zwierzęciem stadnym... Moja skorupka będzie wiecznie zielona, człowiek rodzi się szarą skorupką, mała, bezbronną dopiero ludzie i doświadczenia są w stanie zająć się moją skorupką na dłużej. Ja nie mogę zająć się sama moją skorpuką, ale mogę opiekować się waszymi. 'W połowie wykształcona już skorupka weźmie pod swój dach inną w połowie wykształconą skorupkę...'
Tylko lubię czasem bycie samemu, w końcu trochę chciałabym być kotem.
piątek, 21 marca 2008
misz myśl masz
Jako dziecko bałam się ciemności i wszytskich cieni o bliżej nieokreślonym kształcie, które malowały się złowieszczo na ścianach mojego pokoju. Nie bałam się lwa i nie bałam się Buki z muminków.
Teraz mogłabym wymieniać w nieskończoność przyczyny mojego strachu. 'O obawiam się !'
Jestem jak lep na muchy, jestem jak rzep uczepiwszy się psiego ogona.
Żółtego jajeczka ! hej ho !
środa, 19 marca 2008
Wycieczkalku
Wycieczka odbyta po 23:00 na drugi (prawie) koniec miasta
zakończyła się sukcesem.
Kalkulator został oddany!
Że co?
Tak jestem taka zdolna, że pożyczyłam kalkulator od spotkanego na przerwie chłopaka (kolega kolegi z kółka "orientalnego") i musiałam go oddać przed wyjazdem nad morze..
I od dzisiaj słowo "zolta" oznacza "złota".
Mózg płata figle i skazuje na wypatrywanie na ulicy chłopaka wyciągniętego z łóżka, ubranego w złotą kurtkę.
niedziela, 16 marca 2008
NADtchnienie
Mam tchnienie na pisanie ! - napisałabym chcąc wybrnać, z niewygodnej sytuacji, którą z góry narzuca mi 'nadtchnienie' (po przeczytaniu tego słowa kilkakrotnie naprawdę zaczynam wątpić w jego niestnienie, brzmi całkiem naturalnie jestem nawet skłonna odstąpić od tego żeby 't' i 'd' stały się jednością, bo słowo prezentuje się fizycznie całkiem nieźle, boczki w końcu też czasami mogą być fajne, albo przynajmniej mogą być ciepłe i miękkie).
'dorosłość jak początek umierania'.
Otóż to i życzyłabym sobie aby szanowne Panie aktorki przestały pieprzyć we wszystkich wywiadach o tym ,że: 'jestem dojrzałą osobą, jednak ludzie mówią, że mimo odpowiedzialności jaką jestem obciążona na codzień mam w sobie radość i beztroskę dziecka'. Zupełnie jakby Pani wyszła z piaskownicy. Dobra, może Panie mają tą całą beztroskę, może. Choć pozwolę się wtrącić, że może to tylko własnie taka zabawa z grabkami i łopatką, że chciałyby Szanowne Panie żeby tak było ale tak naprawdę życie gra pierwsze skrzypce, i 'dorosłość jest jak początek umierania' i że dzieciństwo jest tylko jedno, kończy się i zaczyna się etap jakotakiej dorosłości pytanie tylko gdzie ona się zaczyna i może właściwie zamiast opowiadać o zachowanej w sobie radości dziecka powinny Panie się spytać czy aby na pewno dorosły? Może można dorosnąć w wieku 12 lat w skutek doznania szoku, lub doświadczając ważnej rzeczy, neimalże dotykając jej sobą, a może po prostu można niedorastać przez całe życie i stworzyć wokół siebie po prostu taki świat babek z piasku? Kiedy zaczyna się dorastać, może wtedy kiedy zdajemy sobie sprawę, że jest śmierć i że jest nieśmiertelna, że tylko jej nigdy nie zabraknie pokarmu, ma dowoli nagich, bezbronnych, schorowannych ciał, pustki dusz, brudy szpitalnych sal i odór braku walki? Nigdy nie będzie głodna, pustej miski nigdy mieć nie będzie. Z chwilą gdy wiem że umrę, moja Pani smierć odlicza dni do końca osi, szykuję dla mnie artystyczny zgon, pyta swoich koleżanek innych śmierci czy mają jakis pomysł jak mogłabym poczuć piach. Z chwilą gdy wiem, że umrę podświadomie liczę dni do końca. Z chwilą gdy umrę trace w sobie dziecko, a dostaję dorosłośc w prezencie i po raz pierwszy wiem, że są rzeczy które nie trwają wiecznie. Z chwilą gdy wiem, że umrę staram się znaleźć w sobie coś co pozwoli mi o tym zapomnieć. 'Dorosłość jest jak początek umierania'. Umierają zabawki, senne mrzonki, koniki drewniane, wełniane spódniczki, te nieszczęsne białe rajstopki, umiera mózg dziecka i plamy po kaszce na spioszkach i umieraja szkolne zeszyty i praca może umrzeć i dom może umrzeć i pies może umrzeć i naprawdę zalezy kiedy dorosniesz i kiedy Ty pozwolisz sobie umrzeć. Nie mam w sobie radosci dziecka, nie żyje we mnie jednoczesnie dziecko i dorosly (bo przeciez nie godze sie na polsrodki typu - mlodziez), tylko niektore zdarzenia powoduja ze jako dorosly wiem, że milo byloby choc przez chwile udawac ze nie wiem co sie dookola dzieje i zachowywac sie jak dziecko choc przez chwile, tylko to nie jest ta radosc dziecka a spryt i wyrachowanie, ktore zmusza mnie do szybkiej kalkulacji co bardziej sie dzis oplaca.
P.S. dziewczęta przez NADtchnienie czuje ze zabieram tu miejsce !
śpiewam.
czwartek, 13 marca 2008
mru mru.
Bycie kotem byłoby czymś na pewno prostszym niż bycie człowiekiem, bycie kobietom, bycie nawet męźczyzną (choć jest to proste albo tylko nam kobietą się tak wydaje, może dlatego, że zazwyczaj mężczyźni zachowują się tak jakby w każdej sytuacji były dwa wyjścia czarne i białe - odcień szary chyba Panom jest nieznany; lub, co jest częściej spotykane cechuje ich charakterystyczna dla tego gatunku bierność, czyli tak naprawdę zrzucenie całej brudnej roboty na płeć piękną). Kot pije mleko (choć niektóre koty mogłybybyć oburzone tym stwierdzeniem i na pewno powiedziałyby: my, koty nie wszytskie lubimy mleko, tak jak nie wszytskie myszy lubią ser. - kiedyś nawet słyszałam, że myszy wcale nie lubią sera, a ten żółty niby dla nich przysmak z dziurkami został stworzony tylko i wyłącznie na potrzeby kreskówek), kot z reguły nie jest zwierzęciem stadnym ( z reguły, bo pewnie zdarzają się wyjątki co lubia otaczać się innymi sierściuchami), nie jest zwierzęciem stadnym ponieważ nawet nie wygląda na stadne zwierze. Jak myślę o kocie to wydaje mi się, że one wsyztskie są czarne i mają żółto-zielone oczy. Koty są indywidualistami (choć jak to w świecie bywa pewnie i od tej reguły zdarzają się odstępstwa), to czyni je również inteligentnymi (w pewien sposób) można by wręcz rzec, że cat is extraordinary - bo chodzi własnymi ścieżkami (jeśli ktoś kto wymyślił to powiedzenie jest w stanie potwierdzić, że kot mając do wybóru przejście na skróty czyli tzw szagę, a ścieżkę wybrałby właśnie ścieżkę uwaga ! bo ta na pewno jest krótsza, a każdy kot kieruje się przecież głupotą a do tego na pewno wie, że skróty zazwyczaj prowadzą przez trawę lub miejsce niedozwolone, a przecież każdy 'mądry' kot kieruje się dobrem środowiska, więc po trawie deptać nie będzie a łamać przpeisów tymbardziej się nie odważy). Bycie kotem wydaje się łatwe, gdyby nie zarazki i pchły, a tego koty pewnie nie lubią najbardziej (i pewnie znów są koty, które są w stanei utrzymywać w miarę poprawne stosunki z pasożytami), pchły powoduja swędzenie i zapewe dyskomfort (ciągle człowiek mówi pchła pchła a nie wie jak pchła wygląda), a kot przecież nie będzie mył się cały dzień, to zbyt wiele wysiłku zwłaszcza, że koty są bardzo dokładne i higienę po prostu uwielbiają traktując ją jako głowna zyciową zasadę, choć pewnie wiedzą o tym, że częstsze mycie skraca życie (pewnie już nie jeden kot został przejechany przez auto osobowe o rejestracji DW 98754 i nie jeden zapewne spadł z parapetu właśnie podczas wykonywania porannej toalety, albo ot wieczornej). Proste jak kłębek wełny! Wolę byc kotem.
Gdy jestem kotem zwijam się u Twych stóp w kłębek, gdy jestem kotem liże małym języczkiem Twoje dłonie, gdy jestem kotem wyginam się w koci grzbiet i podnoszę ogon do góry na znak ze nie mam ochoty, gdy jestem kotem spie kiedy chce, chodze kiedy chce, jem kiedy chce, wstaje kiedy chce i kiedy chce daje sie glaskac.
Nie jestem kotem ale 'mam kota na goracym dachu mojej głowy pam para para pam on czuwa nad smakiem i kolorem moich nocnych spraw'
Nie jestem kotem, ale mam w sobie kota, a już na pewno mam w sobie motek wełnianej gryzącej wełny, która uwiera mnie od środka i powoduje myslowe niestrawności, a to wsyztsko dlatego, że czuje się po prostu zmęczona i jednocześnie podaje sobie rękę z Martą K. która też jest zmeczona i pewnie i z Toba Marcelinno, bo pewnie też jesteś zmeczona.
P.S. wiecie co? człowiek chce wybierac, kot nie musi. jak człowiek ma wybor to nie moze się zdecydowac, koty nie maja takiego problemu, bo nie musza wybierac o!
środa, 12 marca 2008
10 palców nie zamieni się w utopię !
Mam na imię Ola. Mam 10 palców. Moje 10 palców nie zamieni się w utopię.
Czeka na mnie wybór rozszerzeń. Mogę wybrać tylko jedno rozszerzenie. Rozszerzenie musi być z przedmiotu, który chce zdawać na maturze na poziomie rozszerzonym. Rozszerzenie musi mnie rozszerzyć przez 2 godziny w klasie 2 i 3. Dobrze by było wybrać rozszerzenie z przedmiotu, który chce rozszerzyć w sobie, który jest związany z rozszerzaniem moich zdolności i który rozszerzy moje umiejetności... stop!
Na świecie jest milion zawodów, a rozszerzenie tylko jedno. Na świecie jest milion zawodów, tym razem mam szeroki wybór, tylko że przez to jest mi trudniej zdecydować i postanowić cokolwiek. Teraz gdy mam wolny wybór okazuje się, że nie wiem co z nią zrobić. (Panie Oshima Pan też ma rację! 'Ludzie pożadają wolności, ale gdy już ją mają okazuje się, że tak naprawdę nie wiedzą co z nią zrobić') Nie wiem co mam zrobić z moja wolnością. Ratunku!
Nie widzę siebie w niczym w 100%. Jestem cholernie do niczego. Jedynym pewnikiem zdaje się być to, że zdanie historii przeze mnie graniczyłoby z cudem więc historia is out of the table ! oraz fakt iż geografia jest zdecydowanie przedmiotem, którego nie mam w swoich planach biograficznych.
Pani Muller ja mam nawet 20 palców! ale utopii jak żadnej!
P.S. Wkręciłam się w Panią, Pani Herto. A tak poważnie mówiąc to naprawdę polecam.
nie mam za grosz 'sercątka'
'dziś wolałabym siebie nie spotkać' ani nigdy wcześniej ani nigdy później.
'głód i jedwab' to dwa słowa, które potencjalnie nie mają ze sobą żadnego związku, a jednak ładnie się komponują.
'człowiek jest tylko bażantem na tym świecie' i niczym więcej (grunt, że przynajmniej jako żeśmy bażantami zostało nam prawo do życia w puszczy, z tym że niekoniecznie, bo zawsze należy się liczyć z kłusownictwem, choć wogóle to nie wiem czy bażanty są na 100% pod ochroną, jeśli nie są to trzeba się na pewno liczyć z tym, że można pewnego dnia trafic na stół i skończyć zupełnie jak SOKÓŁ) !!!
sobota, 8 marca 2008
jest.. był.
jest mi wstyd.
najpierw coś powołuję do życia.
potem to olewam.
a jednakże ogarnia mnie żałość.
i złość.
na siebie.
ogarnął mnie nowy wymiar pustki.
cholernie dziwny.
dodane poniedziałek, 10 marzec 2008 o 00:55 :
PS.ten post jest do dupy. ale musi zostać.
potrzebny niestety (wstydzę się go) jest.
na szczęście jak to "mówi" dewiza Seszeli: Finis Coronat Opus.
a to jeszcze nie koniec "twórczości" (liczę na lepszą w przyszłości).
niedziela, 24 lutego 2008
wymienianka

Ferie czasem się przydają. Na przykład w trakcie moich nauczyłam się kilku rzeczy:
- oda z nowego czajnika elektrycznego, nie nadaje się do spożycia
-miłość tuczy
-w MacDo zdzierają za pseudo BioMleko, które jest na moje nieszczęście cholernie smaczne
-z 11-latkiem też się fajnie gada
-trzeba chodzić do spowiedzi
-nasza historia [Polski w sensie] jest przesiana przez sitko!
-Babi to z.d.z.i.r.a!
-teraz gwiazdą jest każdy, kto się liczy na dA. tudzież fbl. [sprawdziłam na własnej skórze]
-najlepiej korzystać z okazji
-oszczędność jest dla naiwnych!
-w Walentynki też można dostać lurę zamiast czekolady na gorąco.
-w Czechach [oprocz Lentilek! oddaję honory!] słodycze wołają o pomstę do nieba
-photoshop kłamie! [nie mam nic przeciwko, żeby i mnie okłamał, ale go nie rozumiem.]
-babskie komedie, bardziej śmieszą facetów.
-moja mama nie boi się przy mnie przeklinać.
-wystarczy kilka ciepłych dni i od razu mi lepiej.
-za lastfm musze płacić całe 2,50 euraszy!
-Mediateka zbija na mnie fortunę.
-najwyzszy czas zakupić Przyjaciół na de fał de
-Sygnowano Fabryka Trzciny jest fajna!
życie jest trudne.
życie po feriach jeszcze trudniejsze.
środa, 20 lutego 2008
lista play

Są ferie, więc słucham muzyki. Dużo muzyki.
♫ PLAYLISTA:
Ksabian- Lost souls forever
Radiohead- No Suprises
Matchbox Twenty- 3 AM
Mademoiselle K- Plus Le Coeur a Ca
Grażyna Łobaszewska- Brzydcy
Katarzyna Nosowska- Konsorcjum K.C.K
Lovage- Sex (I am)
Pudelsi- Dawna Dziewczyno
Pete Yorn- Ever Fallen In Love
Tom Waits- Martha
The Pipettes- Your Kisses Are Wasted On Me
Hey- Czy Czy Czy
Frou Frou- Breathe In
BB Brunes- BB Baise
The Kooks- In Love
The Fratellis- Country Boys And City Girls
Fiona Apple- Paper Bag
Chris Isaak- Wicked Game
Kate Nash- Birds
I na tym koniec.
ENDŻOJ!
niedziela, 17 lutego 2008
Laleczka, powieść. Śmierć, laleczka. Język Magi łaskocze mnie...
Głód pięknych słów, głód łaskoczących mnie pięknych słów jak: laleczka, kapuśniaczek, dżdżysty, słoiczek, wspomnienia, trawa, sercątko, serce i serducho, opowiastka, miękki i gładki, świeży, rękawiki (zamiast rękawiczki), pofałdowania, rzęsy, infantylny, ko-chać, plumbum, listek, miłostka, jesienna monotonia, monotematyczność, Twoje ‘flanelowe ciasteczka’ i Twoje ‘co u Panny słychać?’ i moje nic, śliwka... Głód tworzącego mgielne zawijasy widoku wolno uwalniającego się z ust dymu papierosowego. Głód nowych nut, głód nowych dźwięków, głód miastowej muzyki, głód brzmienia, głód świeżej muzyki, przesyt zużytej już muzyki. Głód dziecięcych pachnących piaskiem i białymi rajstopkami wspomnień, głód miękkich, gładkich wizji, prostych rozwiązań, a przesyt brzydkich, gnijących gdzieś w zakamarkach czarnych myśli, rozkładających się poczynań przeszłości, przesyt zwyczajnych czynności, prostych łatwych w wykonaniu czynności, codziennych czynności. Przesyt tych słów, które mnie nie lubią, a ja nie lubię ich: łakomczuch – pazerny na lukier, dwulicowy, żelazny, karton, styropian, krwiożerczy zew natury, pierwszak, sabotaż, sandały, fasola, piach, brudny piach, z błotem, gnicie, flaki, wątróbka, źrebię, twardy, bo twardo brzmiące, źle się kojarzące.
Chyba dziwnie to zabrzmi, ale polubiłam czytanie. Będę czytać więcej dla pięknych zdań ‘które sse jak cukierek’, dla siebie – bo cholernie mnie cieszy kiedy przeczytam ostatnią stronę i mogę kaprysić przy wyborze nowej książki. Tak!
Marcelinno! Stuk-puk? Gdzie jesteś?
Mam ochotę zabić Filipa, że teraz grzeje bądź moczy w deszczu swój zadek na paryskiej ławeczce ! Jaki ja mam głód paryski !
sobota, 2 lutego 2008
ani i

a mi się nie nic nie chce.
i wszystko dookoła mnie pierdoli.
i wszystko dookoła mnie pierdoli.
dosłownie i w przenośni.
i nie mam siły na intelektualne rozrywki.
ani na duchowy rozwój.
jedyne na co mam ochotę to zniknąć.
żebym nie musiała myśleć.
czuć. oddychać. jeść. uczyć się. nie tylko na błędach.
i żebym nie miała wątpliwości.
i żeby się nic nie zmieniało we mnie. w środku.
i wiem o sobie za dużo.
i za dobrze.
i chyba to mnie męczy najbardziej.
nie mam czego słuchać.
wszytsko mi się osłuchało.
a fajny jazz nie cieszy bez wina i świeczek.
piątek, 1 lutego 2008
'fabula rasa z wypowiedzi rozproszonych'
Za spokój
Za morze
Nie umiem pisać, nie umiem przelewać myśli na papier. Mój chaos nigdy nie dotknął papieru. Wydaje się, że pisanie nie jest takie trudne, ale kiedy przychodzi co do czego okazuje się, że jest to naprawdę wielka s z t u k a. Dobre pisanie będzie wychodzić tylko tym , którzy posiądą tę sztukę, sztukę odpowiedniego dobierania odpowiednich słów i łączenia ich z innymi, odpowiednio dobranymi, odpowiednimi słowami. Całość powinna chwytać za mózg, za mózg nie za serce. Chwytać za myśli, szarpać je, rozrywać, powodując, że gotują się w nas wszystkie zmysły i emocje, jak gotuję się zupa w wielkim kotle. Dobry tekst powinien wywrzeć na nas wrażenie. Odpowiednie wrażenie. Jak dla mnie odpowiednie wrażenie to takie, które pozostawia w sobie jakiś ślad, takie które właśnie przez wewnętrzne szarpanie naszych myśli skupia naszą uwagę na słowach, słowach, słowach... Dobry tekst nie daje mi żyć, dobry tekst wprowadza nieporządek moich myśli, dobry tekst zawraca mi głowę, dobry tekst to taki, na który nie mam czasu, dobry tekst to taki, który dobry jest dla mnie, nie dla innych, dobry tekst to zarówno tekst kultury współczesnej jak i niewspółczesnej, dobry tekst jest o wszystkim i o niczym, dobry tekst zawraca mi dupę, dobry tekst porusza dobre i złe tematy, dobry tekst jest o kubku, miłości, kartonie po soku, śmierci, fazach księżyca, o tym jak gotować zabezpieczać rośliny przed pasożytami, o przyjaźni, zimnych stopach, o gwałcie, o ludziach, o kobiecie i o mężczyźnie, o krasnoludkach i efekcie cieplarnianymżeby nie zorbić sobie krzywdy. Dobry tekst jak lekko muskający naszą pokrytą gęsią skórką skórę, sprawiający przyjemność, pozostawiający w głowie ślad, emocjonalny, barwny, subtelny, mocny, bulwersujący, przez przypadek, chciany i niechciany, nieprzyjemny, gorący i zimny, gorszący, zaskakujące, oczekiwany... Dobry tekst jest jak świeży dotyk.
Nigdy nie chciałam pisać. Nigdy nie chciałam się bawić tą sztuką. Nie chciałam bawić się w życiu żadną sztuką. I teraz nie ma we mnie żadnej sztuki, moje usta nie mówią o sztuce, uszy nie słuchają sztuki, a oczy jej nie widzą, a moje ciało nie składa się ze sztuk. Wszystkim brakuje sztuki.
Gdybym była odczynem byłabym o b o j ę t n a.
niedziela, 27 stycznia 2008
#

Gdybym była owocem, byłabym: mandarynką
Gdybym była kolorem, byłabym: żółcią
Gdybym była kolorem, byłabym: żółcią
Gdybym była zwierzęciem, byłabym: psem
Gdybym była domowym urządzeniem, byłabym: czajnikiem.
Gdybym była książką, byłabym: ‘Człwiekiem bez Ojczyzny’
Gdybym była domowym urządzeniem, byłabym: czajnikiem.
Gdybym była książką, byłabym: ‘Człwiekiem bez Ojczyzny’
Gdybym była jakimś elementem ubrania, byłabym: czapką
Gdybym była elementem biżuterii, byłabym: koralikami w kaczki
Gdybym była przedmiotem, byłabym: książką
Gdybym była elementem biżuterii, byłabym: koralikami w kaczki
Gdybym była przedmiotem, byłabym: książką
Gdybym była samochodem, byłabym: fiatem multipola
Gdybym była żywiołem, byłabym: ziemią
Gdybym była drzewem, byłabym: czereśnią
Gdybym była żywiołem, byłabym: ziemią
Gdybym była drzewem, byłabym: czereśnią
Gdybym była napojem, byłabym: kawą
Gdybym była smakiem lodów, byłabym: miętowymi z czekoladą
Gdybym była osobą, byłabym: Martą Kępą
Gdybym była planetą, byłabym: Plutonem
Gdybym była owadem, byłbym: komarem
Gdybym była planetą, byłabym: Plutonem
Gdybym była owadem, byłbym: komarem
Gdybym była środkiem publicznego transportu, byłabym: siedemnastką
Gdybym była piosenką, byłabym: ‘Cisza, Ja i Czas’
Gdybym była filmem, byłabym: ‘Kiedy Harry Poznał Sally’
Gdybym była porą roku, byłabym: wiosną
Gdybym była kwiatkiem, byłabym: piwonią
Gdybym była pracą, byłabym: filologiem czeskim
Gdybym była kreskówką, byłabym: Rumcajsem
Gdybym była miejscem, byłabym: Partynicami
Gdybym była podarunkiem, byłabym: czymś głupim
Gdybym była wspomnieniem, byłabym: wkurzającą myślą
Gdybym była miastem, byłabym: Wrocławiem
Gdybym była zmysłem, byłabym: dotykiem
Gdybym była grą, byłabym: Purble Place
Gdybym była słodyczem, byłabym: ciastem czekoladowym na CIEPŁO!
Gdybym była porą dnia, byłabym: ciepłym wieczorem
Gdybym była wynalazkiem, byłabym: masłem w areozolu
Gdybym była częścią ciała, byłabym: brzuchem
Gdybym była krajem, byłabym: Polską
Gdybym była smakiem, byłabym: kwaśna
Gdybym była sportem, byłabym: siatkówką [głupie pytanie, phi!]
Gdybym była zapachem, byłabym: zapachem ciasta
Gdybym była przedmiotem szkolnym, byłabym: wu efem
Gdybym była flagą, byłabym: flagą Seszeli
Gdybym była budynkiem, byłabym: -
Gdybym była miesiącem, byłabym: majem
Gdybym była perfumami, byłabym: Code
Gdybym była gumą do żucia, byłabym: Orbit zieloną
Gdybym była zabawką, byłabym: lalką
Gdybym była materiałem, byłabym: bawełną
Gdybym była figurą geometryczną, byłabym: sześcianem
Gdybym była odpowiedzią, byłabym: ‘Chwilunia!’
Gdybym była słowem, byłabym: zasadniczo
Gdybym była literą, byłabym: M.
tak jestem wredną suką.
tak ukradłam komuś pomysł.
nie, nie jest mi wstyd.
możecie rzucić pomidorem.
niedziela, 20 stycznia 2008
The Holiday - chciałoby się..
dziecko skończyło semestr. najgorzej w swoim życiu.
i nie jest załamane.
to znaczy jest, ale zwala na chorobę.
trochę dalej stwierdza, że nie może się wyleczyć. ale to już z kogoś.
minie trochę bezsensownych rozmów i będzie ok.
zakochało się takie małe M. w filmie "Holiday". zawsze myślałam, że Jude Law nie umie grać, a tu proszę miła rola. film nie jest genialny, ale bardzo przyjemnie się ogląda. a jako, że nie lubię oglądać komedii romatycznych, to jest już coś.
powinnam się uczyć. ale puszczam sobie jakąś latynoską muzykę i jamiroquai'a.
tańczę.
część znajomych poszła na jakiś nieswój półmetek.
można i tak.
mówiłam już, że nigdy więcej nie idę do klubu?
chyba nie.
no to obwieszczenie:
NIGDY WIĘCEJ DO KLUBU JA ŻEM NIE IDĘ!
dlaczego?
bo śmierdzę potem jakbym spędziła 10 godzin w palarni dla największych uzależnionych.
bo towarzystwo umie tylko pić i palić.
bo?
po prostu nie moje klimaty.
ps. chyba tylko nieliczni będą w stanie mnie namówić na wyjście do klubu.
HOWK!
jako, że sobotę przespałam i wyoglądałam to teraz pouczę się trochę polskiego.
czwartek, 10 stycznia 2008
.

o tak.
nie chce mi się uczyć zdecydowanie.
nie chce wiedzieć czym dla św. Augustyna było szczęście.
powiem więcej mam to...
co do Tomasza. to po prostu jest 4 zasada dynamiki. wcale nie owijanie w bawełnę.
"-co on jadł?
-chyba co on jarał!"
nie zgodzisz się ze mną Olucho ma?
awersja do francuskiego sie pogłębia.
nie ma nic oprócz rewolucji francuskiej, co by mnie w tym kraju interesowało.
gdyby chociaż te francuzy były jakieś normalne, ale nie.
muszą chodzić z włosami na żel, kąpać się tylko rano, do torby pakować wyłącznie stringi i udawać że rozumieją jakikolwiek inny język poza własnym.
a nie. przepraszam. jest jeszcze jedn plus.
dogadać się można za pomocą kilku uniwersalnych zwrotów.
-ouais.
-bof.
-chepa.
-bissou. [czy jak sie pisze to słowo]
ah. nie wiesz co powiedzieć?
zrób bizu i po kłopocie!
i koniec.
i trzeba wracać do hagiografi, teocentryzmu, deus artifex i tych innych.
z Bogiem.
hej ho!
środa, 9 stycznia 2008
uhm uhm mhm mhm ?
dobra mniej więcej zorientowałam się o co tu chodzi, choć przyznam, że poruszanie się po blogach nie jest moja mocną strona (zresztą chyba nie musze o tym przypominać bo sprawa jest dość oczywista).
dziewczęta ogólnie to ten blog jest sekretny czy wiedzą o nim inni ziemianie?
Zastanawiałam, się właśnie nad imionami różnych rzeczy. Nad tym czemu kot jest kotem. Sprawa jest dośc nurtujaca. No bo jeśli przyjmiemy, że kot od początku nie był kotem to możemy się zastanawiać czemu w efekcie końcowym nim jest? Równie dobrze coś co wygląda jak kot (a kotem niekoniecznie od początku musi być nazywane) może nazywać się kogutem! I gdyby rzeczywiście tak było, że ludzie od poczatku nazywali to pocieszne zwierze kogutem dzisiaj nikt by się nie dziwił temu iż kot to kogut. I oczywisty byłby fakt, że kogut jest wąsaty (jak kot) i lubi mleko (jak kot) i lubi gonić myszy (jak niektóre koty)...
Dobra przypomina mi to wywód Św. Tomasza z Akwinu (pozdrawiam! serdecznie!), który specjalnie wszystko owinął w bawełnę, żeby zamydlić nam na polskim oczy i żeby mało kto wiedział o co chodzi. Podejrzewam, że tak naprawdę chodzi o nic. Znaczy że wydaje się ze jest madry bo nierozumiemy tego co pisze a tak naprawde sam stwarza taki styl wlasnie po to zeby nas nabrac ! ha !
pozdrawiam ;*
hm.
wtorek, 8 stycznia 2008
Początki
licealiski trzy będą pisały o wszystkim.
o sobie, ciekawych zdarzeniach, przeczytanych artykułach, obejrzanych zdjęciach.
czasami pojawią się ich prace (zdjęcia, rysunki itp.)
będzie o wszystkim i o niczym.
skierowane do nas i.. do nas.
po prostu życie trzech Panien.
ps.nie wiemy co ten projekt nam da.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

