poniedziałek, 26 stycznia 2009

cukrowa panienka.


typu wiesz, jest przesympatycznie.
zostałam pionierką tramwajową z Panem M.
od kilku dni jadam jedynie lasagne.

poparzona cukrem.
- chyba mogę Ci już go oddać.. liczę na Twój instynkt samozachowawczy.
- taa.. zwłaszcza w Luwrze go było widać!

spódnice niektórych zbyt korcą we wchodzenie w relacje trzeciego stopnia.
nie zmarzłam!
błotko z soboty i dziś pozdrawia.
lalczenie nie idzie.
arabistyka jedynie w trzech miastach.
Wrocław niestety odpadł w tej konkurencji.
lubię z Tobą oglądać filmy! a błahostki są dość ważne. (czasami)
przecudne śmianie się z siebie i Filippa.
szpital już na nas czeka!
uśmiecham się do wszystkich. to już choroba.
nawet faceci z Volvo to zauważają.
wykorzystuję samą siebie.
lekcje z piętastolatkami może tak za jakiś dłuższy czas.
skojarzenia seksualne (mile) widziane.
towarzystwo robi swoje.

♪Gdzie te kobiety, prawdziwe takie?
Gdzie te baby są!?

trzpiotka-idiotka!

¡dar las gracias a Wojtek (Guapo)!
bo wiesz jak lubiłam nasze nocne rozmowy pisane na malutkich ekranach.
uśmiech wielgachny.
ale i tak twierdzę, że wychodzi się na dwór, a nie na pole!


ps. od czwartku chodzę jedynie z mężczyznami.
bo trzeba dbać o swoje bezpieczeństwo.
skoro już o 15:00 mam szczęście..

kocham Cię, Mój Ideale!
tak to do Ciebie, Panno O.
musimy się spotkać, bo prezentu nie dostaniesz!

środa, 14 stycznia 2009

Chesterton dukajowo.


łatwiej mówić czyimiś myślami.
zwłaszcza, że chyba wszystkie słowa zostały już zużyte.
odtwarzanie tego co było.
w końcu jesteśmy z tej samej materii co oni byli.


Akceptowanie wszystkiego to zadanie,
zrozumienie wszystkiego to forsowna praca.
Każdy, kto miał nieszczęście rozmawiać z ludźmi
cierpiącymi na zaburzenia umysłowe
albo żyjącymi na krawędzi takich zaburzeń, wie,
że najzgubniejszym rysem ich osobowości
jest przerażająca jasność postrzegania szczegółów;
kojarzenie jednej rzeczy z drugą
na planie bardziej zagmatwanym niż labirynt.
Jeśli podejmiesz dyskusję z szaleńcem,
najprawdopodobniej zostaniesz przegadany;
albowiem jego umysł pracuje tym szybciej,
że nie zatrzymują go rzeczy,
które umysł mający rozeznanie zawsze uwzględnia.

Nie obciąża go poczucie humoru
ani miłość bliźniego,
ani milcząco przyjęte pewniki,
które płyną z doświadczenia życiowego.


Jest logiczniejszy, gdyż wyzbył się pewnych zdrowych uczuć.

Szaleniec to ktoś, kto utracił wszystko poza rozumem.

ég finni mín..

enda gráta? hm?..


ps.
"Osobiście nie mam nic przeciwko tej dziewczynce,
ale to wszystko poszło za daleko."

dalej twierdzę, że człowiek nie powinien od pewnego momentu rozwijać medycny.
strach mieć dzieci w przyszłości.
znów jestem na nie względem tworu zwanego "ludzkością".

wtorek, 13 stycznia 2009

francurzę bez polotu.


szukając idiomów znalazłam coś takiego:
moi mon nom mahiedin de nationalite sudanais et je veux devenir americain moi jador america tous les jours je reve que moi je suis americain mais comment ca que je veux le savoir

żal mi się go zrobiło.
no cóż stereotypów się chyba nie da pozbyć do końca.
ogólnie męczenie francuskiego daje skutki niechodzenia do szkoły.

moi, je suis faché.
ce truc bizzare qui va se passer vendredi,
peut-être il allait mieux si je l'écrirais en islandais.
bof!

ps. znalazłam ten pieprzony idiom. le mariage blanc.
o żesz go.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

czwartek, 8 stycznia 2009

aż tyle.


- Dlaczego pani biegła?
- Jestem bardzo spóźniona na autobus.
- Tak... Ale... Kiedy pani biegnie, pani pośladki wykonują takie ruchy... Jakby to powiedzieć... bezwstydne!
- TO PRZESTAŃCIE SIĘ GAPIĆ NA MOJĄ DUPĘ!

no to by było na tyle wpisu na dzisiaj.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

mirabile dictu.


nie ma siły do angielskiego.
od miesiąca.
nie napiszę już tego wypracowania.
francuski też mi jakoś chrzęści.

ogólnie mitrężę. siebie.
i tak mniej niż wcześniej.

samolotem czy pociągiem?

zastanawianie się to zbyt ciekawy proces.

wiecie, że islandzki jest tak fajny, że występuje w nim deklinacja.
o tak!

''Potop'', żyje w moich snach. tego już za wiele!

zbitek. kulka. myśli. nieskładnie.

dziękuję za zmuszenie mnie do rozumienia wycia Jónsiego.
ciekawe przeżycie.
frissoner de fascination à cause d'islandais.
merci. Tu sais que ces paroles sont pour Toi.
j'ai voulu dire ''bonjour'' aujourd'hui, mais c'était impossible.
malheureusement.
seulement parle un petit peu.
ce n'est pas imperative, c'est justement suppliante.


ég finni mín..

ps.ja tu dmucham, a tu bucha.
pps.nie chwaliłam się, że miałam odmrożenia I stopnia?
i tak lubię z Tobą chodzić na spacery!
i z Tobą także.
w końcu dzicz.

dziś była wyjątkowo dobra pomidorowa na Kruczej.

zasypiam dniem. nocą nie umiem. znów.

bo już nie chcę mieć tego na społecznościówce.
a tu pasuje jak nic.
ostatnio:
przerabiam pałeczki do jedzenia na perkusyjne.
a co? niewolno?

od pierwszego dnia 2009 roku
robię sobie przypadkiem krzywdę..
ps.Pan M może poświadczyć.
i panna Kama także.
oraz ściana w moim pokoju.

i zjawiskowo mitrężę czas..


jestem niewolnicą papierowych łabędzi. pozdrowienia dla twórcy.

bo psy nie muszą być na końcu..

Jack, who the hell Jack is?

niedziela, 4 stycznia 2009

jestem tuńczykiem. pływam w morzu niezadowolenia.


niezadowolony tuńczyk

jestem tuńczykiem
pływam w morzu niezadowolenia
kiedyż, ach, kiedyż
znajdę miejsce na tarło

Adrianie myślę, że moge mieć miejsce na Twoje tarło, aczkolwiek nie jestem chętna Ci go użyczyć. Adrianie myślę, że łączy nas to, że jesteśmy teraz już parą tuńczyków pływających w morzu niezadowolenia. Zdecydowanie któreś z nas zakończy swój żywot lądując w ciemnym żołądku skośnookiego pożeracza sushi, pokonując wcześniej całą długość przełyku (miejmy nadzieję, że choć tam jest mokro) tegoż obywatela wysp o zbyt malej powierzchni by pomiescic wszystkich japonczykow mnożacych sie jak króliki (króliki to miłe zwierzęta).

Zostawmy jednak sprawę Twojej optymistycznie malującej się śmierci (widocznie zaplanowałam już, że pożartym tuńczykiem będziesz Ty) i skupmy się na morzu niezadowolenia w jakim JA popływam w najbliższym czasie. Kiedyż, ach, kiedyż wyschną wody morza niezadowolenia?

Harmonia, równowaga świata została zaburzona poprzez istnienie kobiecych mężczyzn i męskich kobiet. Męskie kobiety otwierają drzwi innym, mniej męskim kobietom, ja otwieram drzwi innym kobietom jako jedna z najbardziej męskich kobiet wokóło (fajnie jest choć raz być naj, nawet w nie do końca fajny sposób). Kobiecy mężczyźni nie pytają męskich kobiet czy pójdą z nimi na drinka, bo czekają, aż meskie kobiety zrobią pierwszy krok, by potem znow połączyć to co iście damskie z tym co iście (najbardziej) męskie. Ale ten układ się burzy ! Świat staje na głowie ! Czy to normalne? Że jestem swoistą huśtawką emocji drżącą z obawy przed upadkiem, przed zwycięstwem jednej z mych chwiejnych: męskich/żeńskich stron?

Czy łączę w sobie to co kobiece i to co męskie? Czy jestem mężczyzną od A do Z czy kobietą w 100%?

Jestem tuńczykiem. Pływam w morzu niezadowolenia.

o błoga wolności!


skończywszy czytać dziś o 3:33 "Potop"
nabawiłam się dziwnych powiedzonek
oraz bólu pleców.
ot co.
wolna jestem!


ps. jak salamandra ogień modestia na pohybel, waćpannie!

sobota, 3 stycznia 2009

kino?


-wiesz co? chyba pójdę dzisiaj do kina z M.
-tak? na co?
-na Madagaskar
-o! może pójdę z wami albo z mamcią na 'Opowiedz mi o deszczu'
-/szyderczy śmiech/ to jakiś film przyrodniczy?

jest nowy rok, są noworoczne postanowienia, których wyjątkowo mam zamiar dotrzymać.
odgrzebałam stare jak świat płyty i słucham. aż się łezka w oku kręci.

no i jako, że zostałam youtubeoholikiem, urocze animacje do uroczej piosenki.