niedziela, 24 lutego 2008

wymienianka


Ferie czasem się przydają. Na przykład w trakcie moich nauczyłam się kilku rzeczy:
- oda z nowego czajnika elektrycznego, nie nadaje się do spożycia
-miłość tuczy
-w MacDo zdzierają za pseudo BioMleko, które jest na moje nieszczęście cholernie smaczne
-z 11-latkiem też się fajnie gada
-trzeba chodzić do spowiedzi
-nasza historia [Polski w sensie] jest przesiana przez sitko!
-Babi to z.d.z.i.r.a!
-teraz gwiazdą jest każdy, kto się liczy na dA. tudzież fbl. [sprawdziłam na własnej skórze]
-najlepiej korzystać z okazji
-oszczędność jest dla naiwnych!
-w Walentynki też można dostać lurę zamiast czekolady na gorąco.
-w Czechach [oprocz Lentilek! oddaję honory!] słodycze wołają o pomstę do nieba
-photoshop kłamie! [nie mam nic przeciwko, żeby i mnie okłamał, ale go nie rozumiem.]
-babskie komedie, bardziej śmieszą facetów.
-moja mama nie boi się przy mnie przeklinać.
-wystarczy kilka ciepłych dni i od razu mi lepiej.
-za lastfm musze płacić całe 2,50 euraszy!
-Mediateka zbija na mnie fortunę.
-najwyzszy czas zakupić Przyjaciół na de fał de
-Sygnowano Fabryka Trzciny jest fajna!

życie jest trudne.
życie po feriach jeszcze trudniejsze.

środa, 20 lutego 2008

lista play


Są ferie, więc słucham muzyki. Dużo muzyki.

PLAYLISTA:
Ksabian- Lost souls forever
Radiohead- No Suprises
Matchbox Twenty- 3 AM
Mademoiselle K- Plus Le Coeur a Ca
Grażyna Łobaszewska- Brzydcy
Katarzyna Nosowska- Konsorcjum K.C.K
Lovage- Sex (I am)
Pudelsi- Dawna Dziewczyno
Pete Yorn- Ever Fallen In Love
Tom Waits- Martha
The Pipettes- Your Kisses Are Wasted On Me
Hey- Czy Czy Czy
Frou Frou- Breathe In
BB Brunes- BB Baise
The Kooks- In Love
The Fratellis- Country Boys And City Girls
Fiona Apple- Paper Bag
Chris Isaak- Wicked Game
Kate Nash- Birds

I na tym koniec.
ENDŻOJ!


niedziela, 17 lutego 2008

Laleczka, powieść. Śmierć, laleczka. Język Magi łaskocze mnie...

Laleczka, powieść. Śmierć, laleczka. Język Magi łaskocze mnie. Rocamadour, etyka, laleczka, Maga. Język, łaskotanie, etyka.’

Głód pięknych słów, głód łaskoczących mnie pięknych słów jak: laleczka, kapuśniaczek, dżdżysty, słoiczek, wspomnienia, trawa, sercątko, serce i serducho, opowiastka, miękki i gładki, świeży, rękawiki (zamiast rękawiczki), pofałdowania, rzęsy, infantylny, ko-chać, plumbum, listek, miłostka, jesienna monotonia, monotematyczność, Twoje ‘flanelowe ciasteczka’ i Twoje ‘co u Panny słychać?’ i moje nic, śliwka... Głód tworzącego mgielne zawijasy widoku wolno uwalniającego się z ust dymu papierosowego. Głód nowych nut, głód nowych dźwięków, głód miastowej muzyki, głód brzmienia, głód świeżej muzyki, przesyt zużytej już muzyki. Głód dziecięcych pachnących piaskiem i białymi rajstopkami wspomnień, głód miękkich, gładkich wizji, prostych rozwiązań, a przesyt brzydkich, gnijących gdzieś w zakamarkach czarnych myśli, rozkładających się poczynań przeszłości, przesyt zwyczajnych czynności, prostych łatwych w wykonaniu czynności, codziennych czynności. Przesyt tych słów, które mnie nie lubią, a ja nie lubię ich: łakomczuch – pazerny na lukier, dwulicowy, żelazny, karton, styropian, krwiożerczy zew natury, pierwszak, sabotaż, sandały, fasola, piach, brudny piach, z błotem, gnicie, flaki, wątróbka, źrebię, twardy, bo twardo brzmiące, źle się kojarzące.

Chyba dziwnie to zabrzmi, ale polubiłam czytanie. Będę czytać więcej dla pięknych zdań ‘które sse jak cukierek’, dla siebie – bo cholernie mnie cieszy kiedy przeczytam ostatnią stronę i mogę kaprysić przy wyborze nowej książki. Tak!

Marcelinno! Stuk-puk? Gdzie jesteś?

Mam ochotę zabić Filipa, że teraz grzeje bądź moczy w deszczu swój zadek na paryskiej ławeczce ! Jaki ja mam głód paryski !

sobota, 2 lutego 2008

ani i


a mi się nie nic nie chce.
i wszystko dookoła mnie pierdoli.
dosłownie i w przenośni.
i nie mam siły na intelektualne rozrywki.
ani na duchowy rozwój.
jedyne na co mam ochotę to zniknąć.
żebym nie musiała myśleć.
czuć. oddychać. jeść. uczyć się. nie tylko na błędach.
i żebym nie miała wątpliwości.
i żeby się nic nie zmieniało we mnie. w środku.

i wiem o sobie za dużo.
i za dobrze.
i chyba to mnie męczy najbardziej.
nie mam czego słuchać.
wszytsko mi się osłuchało.
a fajny jazz nie cieszy bez wina i świeczek.

piątek, 1 lutego 2008

'fabula rasa z wypowiedzi rozproszonych'


Za spokój
Za morze



Nie umiem pisać, nie umiem przelewać myśli na papier. Mój chaos nigdy nie dotknął papieru. Wydaje się, że pisanie nie jest takie trudne, ale kiedy przychodzi co do czego okazuje się, że jest to naprawdę wielka s z t u k a. Dobre pisanie będzie wychodzić tylko tym , którzy posiądą tę sztukę, sztukę odpowiedniego dobierania odpowiednich słów i łączenia ich z innymi, odpowiednio dobranymi, odpowiednimi słowami. Całość powinna chwytać za mózg, za mózg nie za serce. Chwytać za myśli, szarpać je, rozrywać, powodując, że gotują się w nas wszystkie zmysły i emocje, jak gotuję się zupa w wielkim kotle. Dobry tekst powinien wywrzeć na nas wrażenie. Odpowiednie wrażenie. Jak dla mnie odpowiednie wrażenie to takie, które pozostawia w sobie jakiś ślad, takie które właśnie przez wewnętrzne szarpanie naszych myśli skupia naszą uwagę na słowach, słowach, słowach... Dobry tekst nie daje mi żyć, dobry tekst wprowadza nieporządek moich myśli, dobry tekst zawraca mi głowę, dobry tekst to taki, na który nie mam czasu, dobry tekst to taki, który dobry jest dla mnie, nie dla innych, dobry tekst to zarówno tekst kultury współczesnej jak i niewspółczesnej, dobry tekst jest o wszystkim i o niczym, dobry tekst zawraca mi dupę, dobry tekst porusza dobre i złe tematy, dobry tekst jest o kubku, miłości, kartonie po soku, śmierci, fazach księżyca, o tym jak gotować zabezpieczać rośliny przed pasożytami, o przyjaźni, zimnych stopach, o gwałcie, o ludziach, o kobiecie i o mężczyźnie, o krasnoludkach i efekcie cieplarnianymżeby nie zorbić sobie krzywdy. Dobry tekst jak lekko muskający naszą pokrytą gęsią skórką skórę, sprawiający przyjemność, pozostawiający w głowie ślad, emocjonalny, barwny, subtelny, mocny, bulwersujący, przez przypadek, chciany i niechciany, nieprzyjemny, gorący i zimny, gorszący, zaskakujące, oczekiwany... Dobry tekst jest jak świeży dotyk.

Nigdy nie chciałam pisać. Nigdy nie chciałam się bawić tą sztuką. Nie chciałam bawić się w życiu żadną sztuką. I teraz nie ma we mnie żadnej sztuki, moje usta nie mówią o sztuce, uszy nie słuchają sztuki, a oczy jej nie widzą, a moje ciało nie składa się ze sztuk. Wszystkim brakuje sztuki.

Gdybym była odczynem byłabym o b o j ę t n a.