niedziela, 16 marca 2008

NADtchnienie

Natchnienie jest wspaniałą rzeczą ! Nawet jeśli objawia się w najprostszych dziedzinach, niekoniecznie musi być od razu przejawem wielkiej pracy twórczej albo fascynującego na miarę dziejów odkrycia. Załóżmy albo inaczej przyznaje się nie znam etymologii słowa 'natchnienie', ale gdybym sama mogła ją stworzyć to zapewne doszukałabym się w słowie 'natchnienie' pewnej niescisłości. Gdybym mogła potraktować litere 't' jak literę 'd' (i po pierwsze wprowadziłabym tą zmianę w życie) to wówczas znikneła by litera 't' i tym samym zniknełoby to tchnienie i nie mogłabym już wytłumaczyć tego słowa w taki oto sposób: natchnienie jest jak NAD tchnienie, czyli jak coś co istnieje ponad, co nie każdy ma 24 na dobę i coś co tchneło w nas poczucie siły twórczej a zarazem sprawiło, że akurat w danym momencie mamy jej więcej niż w przeciętnym dniu, choć może ma tu duża rolę nasz osobisty biorytm dzienny. Kto wie? Pewne jest to, że zdecydowanie wolałabym uważać, sądzić że 't' i 'd' mogłoby istnieć w tym słowie jednocześnie i jednocześnie istnieć tam jako jedna litera co wydaje się niemalże niewykonalne, chyba, że ktoś ma wyobraźnie. Do takich rzeczy akurat ją posiadam, z tym, że nie jest to do końca udowodnione bo mniemam że nie istnieją badania, które byłyby w stanie udowodnić tą jakże bosko rozwiniętą w ludziach cechę, cechę wyobraźni urojonej i mało przydatnej, może troche maniakalnej.

Mam tchnienie na pisanie ! - napisałabym chcąc wybrnać, z niewygodnej sytuacji, którą z góry narzuca mi 'nadtchnienie' (po przeczytaniu tego słowa kilkakrotnie naprawdę zaczynam wątpić w jego niestnienie, brzmi całkiem naturalnie jestem nawet skłonna odstąpić od tego żeby 't' i 'd' stały się jednością, bo słowo prezentuje się fizycznie całkiem nieźle, boczki w końcu też czasami mogą być fajne, albo przynajmniej mogą być ciepłe i miękkie).


'dorosłość jak początek umierania'.

Otóż to i życzyłabym sobie aby szanowne Panie aktorki przestały pieprzyć we wszystkich wywiadach o tym ,że: 'jestem dojrzałą osobą, jednak ludzie mówią, że mimo odpowiedzialności jaką jestem obciążona na codzień mam w sobie radość i beztroskę dziecka'. Zupełnie jakby Pani wyszła z piaskownicy. Dobra, może Panie mają tą całą beztroskę, może. Choć pozwolę się wtrącić, że może to tylko własnie taka zabawa z grabkami i łopatką, że chciałyby Szanowne Panie żeby tak było ale tak naprawdę życie gra pierwsze skrzypce, i 'dorosłość jest jak początek umierania' i że dzieciństwo jest tylko jedno, kończy się i zaczyna się etap jakotakiej dorosłości pytanie tylko gdzie ona się zaczyna i może właściwie zamiast opowiadać o zachowanej w sobie radości dziecka powinny Panie się spytać czy aby na pewno dorosły? Może można dorosnąć w wieku 12 lat w skutek doznania szoku, lub doświadczając ważnej rzeczy, neimalże dotykając jej sobą, a może po prostu można niedorastać przez całe życie i stworzyć wokół siebie po prostu taki świat babek z piasku? Kiedy zaczyna się dorastać, może wtedy kiedy zdajemy sobie sprawę, że jest śmierć i że jest nieśmiertelna, że tylko jej nigdy nie zabraknie pokarmu, ma dowoli nagich, bezbronnych, schorowannych ciał, pustki dusz, brudy szpitalnych sal i odór braku walki? Nigdy nie będzie głodna, pustej miski nigdy mieć nie będzie. Z chwilą gdy wiem że umrę, moja Pani smierć odlicza dni do końca osi, szykuję dla mnie artystyczny zgon, pyta swoich koleżanek innych śmierci czy mają jakis pomysł jak mogłabym poczuć piach. Z chwilą gdy wiem, że umrę podświadomie liczę dni do końca. Z chwilą gdy umrę trace w sobie dziecko, a dostaję dorosłośc w prezencie i po raz pierwszy wiem, że są rzeczy które nie trwają wiecznie. Z chwilą gdy wiem, że umrę staram się znaleźć w sobie coś co pozwoli mi o tym zapomnieć. 'Dorosłość jest jak początek umierania'. Umierają zabawki, senne mrzonki, koniki drewniane, wełniane spódniczki, te nieszczęsne białe rajstopki, umiera mózg dziecka i plamy po kaszce na spioszkach i umieraja szkolne zeszyty i praca może umrzeć i dom może umrzeć i pies może umrzeć i naprawdę zalezy kiedy dorosniesz i kiedy Ty pozwolisz sobie umrzeć. Nie mam w sobie radosci dziecka, nie żyje we mnie jednoczesnie dziecko i dorosly (bo przeciez nie godze sie na polsrodki typu - mlodziez), tylko niektore zdarzenia powoduja ze jako dorosly wiem, że milo byloby choc przez chwile udawac ze nie wiem co sie dookola dzieje i zachowywac sie jak dziecko choc przez chwile, tylko to nie jest ta radosc dziecka a spryt i wyrachowanie, ktore zmusza mnie do szybkiej kalkulacji co bardziej sie dzis oplaca.

P.S. dziewczęta przez NADtchnienie czuje ze zabieram tu miejsce !

1 komentarz:

molmale pisze...

zabierasz, ale za to w jakim stylu!

ps."nadtchnienie" to piękny wyraz.