sobota, 6 czerwca 2009
piątek, 22 maja 2009
oglądanie.
miałam się uczyć.
obejrzałam trochę ciekawych rzeczy..
(jeśli jest taka możliwość oglądajcie w HD/HQ.
zwłaszcza filmy animowane.)
na początek odprężające balony:
potem miła historia:
następnie ukochany PIXAR:
a może pojedynek "ze starych dobrych czasów":
propozycja wykorzystania efektów dźwiękowych z "Gwiezdnych Wojen"
w nierewelacyjnym, sympatycznym filmiku o biedronce:
podziwiam zaangażowanie i zazdroszczę.
(warta obejrzenia) artystyczna psychodelia:
wygląda na twórczość pana Sylvaina Chometa.
(zapraszam do obejrzenia filmu ''Trio z Belleville''.)
niech mi ktoś powie, że Tim Burton nie ma wyrobionego stylu.
pięknie czytający Vincent Price:
(z pozdroweiniami dla Oluchy)
na koniec trochę kabaretu noir
nawiązującgo nastrojem do filmu poprzedniego:
piątek, 15 maja 2009
efekt placebo.
w myślach nadużywam słowa 'namiętnie'.
były znów dymne oczy.
kiedy przyjdzie utęskniony zakaz palenia w miejscach publicznych?..
brąz ze srebrem się fajnie połączył w niedzielę.
wynikiem kubki, ładne torby, cudne cacka i może Pan Kurier z lodziarką.
zdziwienie niektórymi zachowaniami nieobyczajnymi.
Pan ze Wschodu ma dwie.
(podziwiam i nie zazdroszczę.)
ktoś tu jest lepszy ode mnie..
za cel obrana trygonometria i przesłuchanie całej biblioteki.
cholerne wymysły.
stare piosenki uzależniają.
zaczynam słuchać też tekstów, nie tylko całości.
wyładowała mi się bateria w kocie.
w czwartek stałam się na całe kilka godzin głupią przysłowiową blondyną.
laptopy lepiej podłączać do prądu.
nie wierzę coraz bardziej w monogamię.
nigdy nie wierzyłam.
w ramach kontry oglądam coraz więcej filmów typu romantycznego.
niespotykane kiedyś często.
śpiewam częściej i lepiej. dziwota bierze.
może mi się tylko wydaje.
rozproszenie ważnych.
rozmycie uczuć i przyzwyczajeń.
dla każdego kimś innym.
nie do zdobycia Gaza blues oraz Pizzeria "Kamikaze".
może jakiś dodruk? hm?..
Allen nie jest mistrzem.
dobrym reżyserem kilku filmów w większej ich ilości.
zaczynam do siebie mówić po francusku.
wciąż z błędami.
arabistyka się oddala.
a może jednak nie iść na studia..
Marcel bezpłciowy.
bez szczepionki na HPV i całą masę
bardziej potrzebnych w jej przypadku.
dwóch robi za doraźną pomoc psychologiczną.
nie wiem czemu.
salka wygląda nawet znośnie.
tylko jakiś idiota coś przekombinował z deskami.
muszę wymyślić projekt i zabawić się w malarza pokojowego.
liczę na dwa bilety do Babich Dołów.
Babie Doły, że kobiece zmiany nastroju na gorsze
czy może inne kobiece doły?
są też Babie Góry, ale to już inna bajka.
znów piórnik.
znów sterta gór na krześle.
jakoś tak nagle.
panna Pył mnie denerwuje.
dostaję czasem wewnętrznej furii.
podobno jestem zazdrosna.
pewnie tak.
nawet beznadziejny cel lepszy od żadnego.
pozbawiam świat wody.
myślę, że pomagam lasom.
skupy makulatury nie lubią kartonu.
głupi kryzys.
a może tak surogatką?
ciekawe jakby zareagowała moja psychika.
pewnie nie za bardzo.
w końcu realizm chroniczny.
czekam wakacji.
dzięki całym 40 złotym pozwoliłam sobie na Kronikę ptaka nakręcacza.
i tak mi nie starczyło.
na szczęście miałam jeszcze coś oprócz karty prezentowej w portfelu.
podobno Dukaj coś wydał. wyglądało na książkę zawierającą dużo dialogów.
może dzięki temu porzucił choć trochę swoje słownictwo
inżynieryjno-innowatorskie znane wybrańcom.
obejrzałam dziś Trojana znów w filmie czeskim.
znów o związkach opowieść.
ładna, praska.
noszę 'aborygeńską' biżuterię.
i białe buty.
coś za coś.
zaskoczona znajomością historii o posilaniu się promieniami świetlnymi.
pan 'to ja tą zwykłą poproszę' też zaskoczony znajomością tematu.
inny powiedział 'cześć', następny wciąż się nie odzywa.
ale to już mało ważne historie.
islandzki czasami zrozumiały.
fer svo úr.
na części pierwsze.
z niedospania używam okołosłowa 'żeczywistość'.
miałam wrócić do z.
znów się nie udaje.
podobno udawana artroskopia jest prawie tak samo skuteczna jak wykonana.
niech mi ktoś przestawi mózg.
odpowiednio.
ps. pisano: 55 minut. odtworzonych piosenek na laście: 5555.
pps. mądrzej jest włożyć baterię niż używać touchpad'a.
to by było na tyle.
niedziela, 5 kwietnia 2009
panny szykujcie miednice
ostatnio natknęłam się na takie luźne stwierdzenie na jednej z walających się w moim pokoju kartek. pewnie miało to być zapowiedzią czegoś zmierzającego w dziwnym kierunku.
czasami zresztą lepiej jest rzeczy nie kończyć. Bo skończone bywają przerysowane i zbyt naznaczone chęcią rychłego skończenia. Gdyby tak nie kończyć pewnych rzeczy to mogłoby się okazać, że niektóre z nich są o niebo lepsze od tych skończonych. często się zdarza, że kończenie jest naprawdę końcem. lepiej jest nie kończyć rzeczy. rozpoczynanie jest zawsze miłe, kończenie niekoniecznie.
idzie wiosna i czas na wiosenne porządki. U mnie w domu raczej nie ma co sprzątać, święta spędzam poza domem i z tym też czuję się nieco dziwnie. wiosenne porządki mogłabym zrobić w głowie, niestety nie mam na to czasu ani ochoty, a gdyby tak więcej czasu?!
sztuka powinna być czymś wolnym. w zeszłym roku na dniach otwartych architektury ktoś powiedział, że to wydział najmniej artystyczny ze wszystkich związanych ze sztuką i najmniej techniczny ze wszystkich technicznych. Cóż, można by polemizować z tym na 1000 różnych sposobów, tylko po co? Chciałabym rysować, by czuć taka potrzebę i mieć na to nieograniczony czas, nieskrępowany niczym innym, niestety często dzieje się tak, że nie rozpuszczam się w rysowaniu jak w rozkoszy, ale jak we flakach z olejem (jakkolwiek brzmi to dziwnie, to naprawdę ciężko mi się do tego zabrać).
Chciałabym też dostać choć trochę talentu na gwiazdkę (mówię to z wyprzedzeniem, żeby później nie było niedomówień). Marzę, żeby dostać go naprawdę, ale teraz pomyślałam, że mogłabym dostać pudełko z kartką w środku i z napisem talent. To byłoby coś fajnego, choć pewnie na nic by się nie zdało, to pojawiłoby się jako coś całkiem, dość oryginalnego. Z talentem byłoby mi łatwiej, byłoby lżej kierować się tam gdzie zmierzam. Byłoby mniej męcząco.
sobota, 4 kwietnia 2009
botak.
uświadomiwszy sobie głupotę psychiczną.
oddaję się bez reszty zagubieniu w pozamaterii.
czytam z DNA i z przeszłości.
złe wnioski mącą rzeczywistość.
osobiste sprzeczne oczywistości.
jestem mnoga.
żyję poza wnętrzem.
niby na zewnątrz.
losowe odtwarzanie.
masa pozostałości po innych.
piękne blizny.
od urodzenia.
kocham cząstki nieswojości.
w sobie.
ps.wypełnia mnie muzyka.
dla poczucia bezpieczeństwa mam włączoną komórkę, komputer wraz ze wszystkimi komunikatorami i udaję, że tak powinno być.
zwierze stadne bojące się reszty osobników..
wtorek, 17 marca 2009
poplątiasz.
czasami dzieje się tak, że czujesz się jak piłka z tego rysunku. wnóż dosłownie.
ogarnianie swoich przyzwyczajeń jest (jakby to ująć..) ciekawym procesem.
''ogarnij się kobieto!''
powstała dziś przez przypadek Neneke.
jednak siłą dominującą dalej m.
czy ja naprawdę używam słowa 'jakby' tak często jak mi się zdaje
czy nie jest aż tak źle?
padmini, chitryni, hastini, a może sankhini.
znalazłam dziwną literaturę w drugim rzędzie książek.
piątek, 27 lutego 2009
wszystko.
zostało mi jedynie kilka piosenek do opisania i zgrania do biblioteki.
obejrzałam setki prac na deviantarcie.
zostało mi jeszcze kilkanaście.
czas wziąć się za szlaczki arabskie i zobaczyć w końcu czy to jest to.
głosy mam różne. uwielbiam to.
dopóki nie zacznę kaszleć.
zawsze jest jakieś dopóki.
niedawno mój kolega stwierdził (wraz z kilkoma innymi), że będzie nowy.
z nowym imieniem. powstało przez to: to.
zadziwia mnie jak różne myśli przebiają się poprzez absurd.
jak bardzo widać, że to jest jak sen.
nawiązuje do rzeczwistości będąc między innymi
będąc wobec niej w opozycji.
zafascynowana bezsesnownośćią i bezcelowością życia.
nowa wersja pewnego programu służącego do komunikacji zabija.
denerwuje. archiwum jest nie do ogarnięcia słowami kluczowymi.
jak możesz nie zmieniaj go na nowszy model. to się nie opłaca.
czeka mnie cudowny zasmarkany weekend z książkami, filmami i chęcią ozdrowienia.
środa, 11 lutego 2009
'kto tam u ciebie jest?'
nikogo u mnie nie ma.
soczyście! tak się składa, że popołudnia mam zajęte bo śpię, ranki - bo próbuję zasnąć, noce - bo nie mogę spać. Szkoda, rzeczywiście szkoda, że nie mogę wyspać się na zapasa.
śnieg za oknem przyprawia mnie o zimne bóle głowy i chłód. Od razu odechciewa się wszystkiego (to chyba jest najbardziej sceptyczna i zarazem najbardziej 'moja', narzekająca notka w życiu). Moje serce jest pokryte lodem, szkoda, że jeszcze nie zdołał on pokryć wszystkich chodników w mieście, a byłoby ich sporo.
zastanawiam się co by było, gdyby Mona Lisa była blondynką? Wtedy można byłoby ją podciągnąć pod ideał dzisiejszej kobiety (chociaż z ostatnio przeczytanych przeze mnie sondaży wynika, że faceci wolą brunetki - drodzy panowie czas sią zdecydować, chociaż może to właśnie brunetki przygotowują te sondaże w swoich nieskazitelnie czystych laboratoriach, gdzie preparują też dla siebie blond peruki gdyż dla niektórych jest to jedyna szansa, żeby poderwać kogo kolwiek - faceta znaczy).
Mimo że nie jest mi bynajmniej ciepło to już po tekście widać, że doznaję udaru.
Bye bye ! welcome english vocabulary ! today, is the worst day of my life, ever !
p.s. 'czy ja grzechoczę jak grzech kostka lodu?'
wtorek, 10 lutego 2009
egzystencjalnie.
brak dopaminy się objawia.
czuję się matniowo.
ogólnie to weź się pieprz, życie.
całki, całki i po całkach będzie.
po jaką cholerę? *** wie.
lekarzy!
przygarnij ból.
no przytul przynajmniej.
to zaczyna się coraz szybciej.
"Mimo że pierwszy raz pomyślałam o tym, że Michał umrze,
w momencie, kiedy się urodził. Położyli mi go na brzuchu,
a ja pomyślałam: matko, to następna osoba, która kiedyś umrze. I to w dodatku bezsensownie, bo w moim przypadku
nie ma mowy o żadnej teologii, nic mi nie tłumaczy naszego istnienia. Świadomość jego śmiertelności mnie poraziła.'
ps. chciałam podziękować za przedziwny dzisiejszy sen.
absurd pogania absurd.
czwartek, 5 lutego 2009
niedziela, 1 lutego 2009
trzydniowy ból głowy. no i B.Prus.
zima powróciła, a ja się nawet nie spostrzegłam.
Po prostu trzeba się wyleczyć, a potem na odmianę jadać polędwicę albo ładne kobiety i popijać to dobrym winem... Czasami coś przeczytać, czasami gdzie wyjechać, wysłuchać koncertu i tak doczekać starości!
poniedziałek, 26 stycznia 2009
cukrowa panienka.
typu wiesz, jest przesympatycznie.
zostałam pionierką tramwajową z Panem M.
od kilku dni jadam jedynie lasagne.
poparzona cukrem.
- chyba mogę Ci już go oddać.. liczę na Twój instynkt samozachowawczy.
- taa.. zwłaszcza w Luwrze go było widać!
spódnice niektórych zbyt korcą we wchodzenie w relacje trzeciego stopnia.
nie zmarzłam!
błotko z soboty i dziś pozdrawia.
lalczenie nie idzie.
arabistyka jedynie w trzech miastach.
Wrocław niestety odpadł w tej konkurencji.
lubię z Tobą oglądać filmy! a błahostki są dość ważne. (czasami)
przecudne śmianie się z siebie i Filippa.
szpital już na nas czeka!
uśmiecham się do wszystkich. to już choroba.
nawet faceci z Volvo to zauważają.
wykorzystuję samą siebie.
lekcje z piętastolatkami może tak za jakiś dłuższy czas.
skojarzenia seksualne (mile) widziane.
towarzystwo robi swoje.
♪Gdzie te kobiety, prawdziwe takie?
Gdzie te baby są!?
trzpiotka-idiotka!
¡dar las gracias a Wojtek (Guapo)!
bo wiesz jak lubiłam nasze nocne rozmowy pisane na malutkich ekranach.
uśmiech wielgachny.
ale i tak twierdzę, że wychodzi się na dwór, a nie na pole!
ps. od czwartku chodzę jedynie z mężczyznami.
bo trzeba dbać o swoje bezpieczeństwo.
skoro już o 15:00 mam szczęście..
kocham Cię, Mój Ideale!
tak to do Ciebie, Panno O.
musimy się spotkać, bo prezentu nie dostaniesz!
środa, 14 stycznia 2009
Chesterton dukajowo.
łatwiej mówić czyimiś myślami.
zwłaszcza, że chyba wszystkie słowa zostały już zużyte.
odtwarzanie tego co było.
w końcu jesteśmy z tej samej materii co oni byli.
Akceptowanie wszystkiego to zadanie,
zrozumienie wszystkiego to forsowna praca.
Każdy, kto miał nieszczęście rozmawiać z ludźmi
cierpiącymi na zaburzenia umysłowe
albo żyjącymi na krawędzi takich zaburzeń, wie,
że najzgubniejszym rysem ich osobowości
jest przerażająca jasność postrzegania szczegółów;
kojarzenie jednej rzeczy z drugą
na planie bardziej zagmatwanym niż labirynt.
Jeśli podejmiesz dyskusję z szaleńcem,
najprawdopodobniej zostaniesz przegadany;
albowiem jego umysł pracuje tym szybciej,
że nie zatrzymują go rzeczy,
które umysł mający rozeznanie zawsze uwzględnia.
Nie obciąża go poczucie humoru
ani miłość bliźniego,
ani milcząco przyjęte pewniki,
które płyną z doświadczenia życiowego.
Jest logiczniejszy, gdyż wyzbył się pewnych zdrowych uczuć.
Szaleniec to ktoś, kto utracił wszystko poza rozumem.
ég finni mín..
enda gráta? hm?..
ps.
"Osobiście nie mam nic przeciwko tej dziewczynce,
ale to wszystko poszło za daleko."
dalej twierdzę, że człowiek nie powinien od pewnego momentu rozwijać medycny.
strach mieć dzieci w przyszłości.
znów jestem na nie względem tworu zwanego "ludzkością".
wtorek, 13 stycznia 2009
francurzę bez polotu.
szukając idiomów znalazłam coś takiego:
moi mon nom mahiedin de nationalite sudanais et je veux devenir americain moi jador america tous les jours je reve que moi je suis americain mais comment ca que je veux le savoir
żal mi się go zrobiło.
no cóż stereotypów się chyba nie da pozbyć do końca.
ogólnie męczenie francuskiego daje skutki niechodzenia do szkoły.
moi, je suis faché.
ce truc bizzare qui va se passer vendredi,
peut-être il allait mieux si je l'écrirais en islandais.
bof!
ps. znalazłam ten pieprzony idiom. le mariage blanc.
o żesz go.
poniedziałek, 12 stycznia 2009
czwartek, 8 stycznia 2009
aż tyle.
poniedziałek, 5 stycznia 2009
mirabile dictu.
nie ma siły do angielskiego.
od miesiąca.
nie napiszę już tego wypracowania.
francuski też mi jakoś chrzęści.
ogólnie mitrężę. siebie.
i tak mniej niż wcześniej.
samolotem czy pociągiem?
zastanawianie się to zbyt ciekawy proces.
wiecie, że islandzki jest tak fajny, że występuje w nim deklinacja.
o tak!
''Potop'', żyje w moich snach. tego już za wiele!
zbitek. kulka. myśli. nieskładnie.
dziękuję za zmuszenie mnie do rozumienia wycia Jónsiego.
ciekawe przeżycie.
frissoner de fascination à cause d'islandais.
merci. Tu sais que ces paroles sont pour Toi.
j'ai voulu dire ''bonjour'' aujourd'hui, mais c'était impossible.
malheureusement.
seulement parle un petit peu.
ce n'est pas imperative, c'est justement suppliante.
ég finni mín..
ps.ja tu dmucham, a tu bucha.
pps.nie chwaliłam się, że miałam odmrożenia I stopnia?
i tak lubię z Tobą chodzić na spacery!
i z Tobą także.
w końcu dzicz.
dziś była wyjątkowo dobra pomidorowa na Kruczej.
zasypiam dniem. nocą nie umiem. znów.
bo już nie chcę mieć tego na społecznościówce.
a tu pasuje jak nic.
ostatnio:
przerabiam pałeczki do jedzenia na perkusyjne.
a co? niewolno?
od pierwszego dnia 2009 roku
robię sobie przypadkiem krzywdę..
ps.Pan M może poświadczyć.
i panna Kama także.
oraz ściana w moim pokoju.
i zjawiskowo mitrężę czas..
jestem niewolnicą papierowych łabędzi. pozdrowienia dla twórcy.
bo psy nie muszą być na końcu..
Jack, who the hell Jack is?
niedziela, 4 stycznia 2009
jestem tuńczykiem. pływam w morzu niezadowolenia.
niezadowolony tuńczyk
jestem tuńczykiem
pływam w morzu niezadowolenia
kiedyż, ach, kiedyż
znajdę miejsce na tarło
Adrianie myślę, że moge mieć miejsce na Twoje tarło, aczkolwiek nie jestem chętna Ci go użyczyć. Adrianie myślę, że łączy nas to, że jesteśmy teraz już parą tuńczyków pływających w morzu niezadowolenia. Zdecydowanie któreś z nas zakończy swój żywot lądując w ciemnym żołądku skośnookiego pożeracza sushi, pokonując wcześniej całą długość przełyku (miejmy nadzieję, że choć tam jest mokro) tegoż obywatela wysp o zbyt malej powierzchni by pomiescic wszystkich japonczykow mnożacych sie jak króliki (króliki to miłe zwierzęta).
Zostawmy jednak sprawę Twojej optymistycznie malującej się śmierci (widocznie zaplanowałam już, że pożartym tuńczykiem będziesz Ty) i skupmy się na morzu niezadowolenia w jakim JA popływam w najbliższym czasie. Kiedyż, ach, kiedyż wyschną wody morza niezadowolenia?
Harmonia, równowaga świata została zaburzona poprzez istnienie kobiecych mężczyzn i męskich kobiet. Męskie kobiety otwierają drzwi innym, mniej męskim kobietom, ja otwieram drzwi innym kobietom jako jedna z najbardziej męskich kobiet wokóło (fajnie jest choć raz być naj, nawet w nie do końca fajny sposób). Kobiecy mężczyźni nie pytają męskich kobiet czy pójdą z nimi na drinka, bo czekają, aż meskie kobiety zrobią pierwszy krok, by potem znow połączyć to co iście damskie z tym co iście (najbardziej) męskie. Ale ten układ się burzy ! Świat staje na głowie ! Czy to normalne? Że jestem swoistą huśtawką emocji drżącą z obawy przed upadkiem, przed zwycięstwem jednej z mych chwiejnych: męskich/żeńskich stron?
Czy łączę w sobie to co kobiece i to co męskie? Czy jestem mężczyzną od A do Z czy kobietą w 100%?
Jestem tuńczykiem. Pływam w morzu niezadowolenia.
o błoga wolności!
skończywszy czytać dziś o 3:33 "Potop"
nabawiłam się dziwnych powiedzonek
oraz bólu pleców.
ot co.
wolna jestem!
ps. jak salamandra ogień modestia na pohybel, waćpannie!
sobota, 3 stycznia 2009
kino?

-wiesz co? chyba pójdę dzisiaj do kina z M.
-tak? na co?
-na Madagaskar
-o! może pójdę z wami albo z mamcią na 'Opowiedz mi o deszczu'
-/szyderczy śmiech/ to jakiś film przyrodniczy?
jest nowy rok, są noworoczne postanowienia, których wyjątkowo mam zamiar dotrzymać.
odgrzebałam stare jak świat płyty i słucham. aż się łezka w oku kręci.
no i jako, że zostałam youtubeoholikiem, urocze animacje do uroczej piosenki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)