piątek, 27 lutego 2009

wszystko.


zostało mi jedynie kilka piosenek do opisania i zgrania do biblioteki.
obejrzałam setki prac na deviantarcie.
zostało mi jeszcze kilkanaście.
czas wziąć się za szlaczki arabskie i zobaczyć w końcu czy to jest to.

głosy mam różne. uwielbiam to.
dopóki nie zacznę kaszleć.
zawsze jest jakieś dopóki.

niedawno mój kolega stwierdził (wraz z kilkoma innymi), że będzie nowy.
z nowym imieniem. powstało przez to: to.
zadziwia mnie jak różne myśli przebiają się poprzez absurd.
jak bardzo widać, że to jest jak sen.
nawiązuje do rzeczwistości będąc między innymi
będąc wobec niej w opozycji.

zafascynowana bezsesnownośćią i bezcelowością życia.

nowa wersja pewnego programu służącego do komunikacji zabija.
denerwuje. archiwum jest nie do ogarnięcia słowami kluczowymi.
jak możesz nie zmieniaj go na nowszy model. to się nie opłaca.

czeka mnie cudowny zasmarkany weekend z książkami, filmami i chęcią ozdrowienia.

środa, 11 lutego 2009

'kto tam u ciebie jest?'


nikogo u mnie nie ma.

soczyście! tak się składa, że popołudnia mam zajęte bo śpię, ranki - bo próbuję zasnąć, noce - bo nie mogę spać. Szkoda, rzeczywiście szkoda, że nie mogę wyspać się na zapasa.

śnieg za oknem przyprawia mnie o zimne bóle głowy i chłód. Od razu odechciewa się wszystkiego (to chyba jest najbardziej sceptyczna i zarazem najbardziej 'moja', narzekająca notka w życiu). Moje serce jest pokryte lodem, szkoda, że jeszcze nie zdołał on pokryć wszystkich chodników w mieście, a byłoby ich sporo.

zastanawiam się co by było, gdyby Mona Lisa była blondynką? Wtedy można byłoby ją podciągnąć pod ideał dzisiejszej kobiety (chociaż z ostatnio przeczytanych przeze mnie sondaży wynika, że faceci wolą brunetki - drodzy panowie czas sią zdecydować, chociaż może to właśnie brunetki przygotowują te sondaże w swoich nieskazitelnie czystych laboratoriach, gdzie preparują też dla siebie blond peruki gdyż dla niektórych jest to jedyna szansa, żeby poderwać kogo kolwiek - faceta znaczy).

Mimo że nie jest mi bynajmniej ciepło to już po tekście widać, że doznaję udaru.

Bye bye ! welcome english vocabulary ! today, is the worst day of my life, ever !

p.s. 'czy ja grzechoczę jak grzech kostka lodu?'

wtorek, 10 lutego 2009

egzystencjalnie.


brak dopaminy się objawia.
czuję się matniowo.
ogólnie to weź się pieprz, życie.
całki, całki i po całkach będzie.
po jaką cholerę? *** wie.
lekarzy!

przygarnij ból.
no przytul przynajmniej.

to zaczyna się coraz szybciej.

"Mimo że pierwszy raz pomyślałam o tym, że Michał umrze,
w momencie, kiedy się urodził. Położyli mi go na brzuchu,
a ja pomyślałam: matko, to następna osoba, która kiedyś umrze. I to w dodatku bezsensownie, bo w moim przypadku
nie ma mowy o żadnej teologii, nic mi nie tłumaczy naszego istnienia.
Świadomość jego śmiertelności mnie poraziła.'


ps. chciałam podziękować za przedziwny dzisiejszy sen.
absurd pogania absurd.

czwartek, 5 lutego 2009


właśnie poczułam wiosnę w kościach, co mnie nastraja pozytywnie. bardziej pozytywnie niż myśl, że jutro jest piątek, kiedy pójdę na spacer z E. po Partynicach, bardziej niż cała moja sobota, i bardziej niż cała moja niedziela. bardziej niż wszystko!

niedziela, 1 lutego 2009

trzydniowy ból głowy. no i B.Prus.


zima powróciła, a ja się nawet nie spostrzegłam.
Po prostu trzeba się wyleczyć, a potem na odmianę jadać polędwicę albo ładne kobiety i popijać to dobrym winem... Czasami coś przeczytać, czasami gdzie wyjechać, wysłuchać koncertu i tak doczekać starości!