wtorek, 10 lutego 2009

egzystencjalnie.


brak dopaminy się objawia.
czuję się matniowo.
ogólnie to weź się pieprz, życie.
całki, całki i po całkach będzie.
po jaką cholerę? *** wie.
lekarzy!

przygarnij ból.
no przytul przynajmniej.

to zaczyna się coraz szybciej.

"Mimo że pierwszy raz pomyślałam o tym, że Michał umrze,
w momencie, kiedy się urodził. Położyli mi go na brzuchu,
a ja pomyślałam: matko, to następna osoba, która kiedyś umrze. I to w dodatku bezsensownie, bo w moim przypadku
nie ma mowy o żadnej teologii, nic mi nie tłumaczy naszego istnienia.
Świadomość jego śmiertelności mnie poraziła.'


ps. chciałam podziękować za przedziwny dzisiejszy sen.
absurd pogania absurd.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

**** przyciaciółko :)

trzeba nam żołnierzy na straży macierzy

molmale pisze...

wim, że ****.
ale zwyczajowo klnie się na piśmie trzema.

oj trzeba. ;)

olmaleol pisze...

rzeczywiście zaczynam się zastanawiać czy rodzic dziecko skoro prawdopodobnie przezyje jeszcze tyle podobnych dni jak dziesiejszy pochmurny, dzien bzdurny, dzien glupi, dzien trupi bla bla bla

;*